Aktualności

Roman Szymański: Myślę, że spełnię się w nowej roli

ROMEK-1-2

Rozmawiamy z Romanem Szymańskim, który zakończył karierę po rozegraniu 353 meczów w Polskiej Lidze Koszykówki. Ostatnich dziewięć sezonów spędził w PGE Starcie Lublin, gdzie od początku trwającego okresu przygotowawczego pełni rolę team managera.

Jak przyznałeś na pożegnalnym nagraniu, "w życiu każdego koszykarza przychodzi taki moment, kiedy piłka przestaje się dla ciebie odbijać". Długo w tobie dojrzewała decyzja o tym, by zakończyć karierę?
Była następstwem kolejnej ciężkiej kontuzji, której doznałem podczas marcowego meczu w Ostrowie Wielkopolskim. W ciągu ostatnich trzech lat dwukrotnie zerwałem ścięgno Achillesa. Serce jeszcze chciało grać, ale zdrowie ma się jedno. Czasu na przemyślenia było sporo i to było jedyne rozsądne rozwiązanie. Miałem teraz dużo okazji do przypominania sobie momentów z kariery zawodniczej. Zaczynając grać w koszykówkę, nigdy nie spodziewałem się, że przeżyje tyle pięknych chwil i poznam tylu wspaniałych ludzi na swojej drodze. Mimo wzlotów i upadków uważam, że to był bardzo wartościowy czas w moim życiu, za którym będę tęsknił.

Czy trafiając do naszego klubu, w czerwcu 2017 roku spodziewałeś się, że zagrasz w nim tak wiele spotkań?

Szczerze mówiąc, to nie. Pamiętam, że zadzwonił do mnie wtedy trener David Dedek i to on zachęcił do przenosin do Lublina. Klub miał za sobą wówczas trzy kolejne sezony w krajowej elicie i umacniał się na najwyższym poziomie. Spodobała mi się koncepcja i plany na rozwój, dlatego skorzystałem z tej oferty. Cieszę się, że podjąłem taką decyzję.

Można powiedzieć, że ten czas szybko minął?
W mgnieniu oka! Po tych wszystkich latach traktuję Lublin jak swój drugi dom, moja rodzina również. Zawiązane przyjaźnie i znajomości powodują, że zawsze chce się tu wracać. Młodsza córka się tu urodziła, starsza córka chodzi do jednej z lubelskich szkół. Znam kibiców, miasto i mogę powiedzieć, że oddałem mu pewną część swojego życia i dobrze się w nim czuję. Zawsze miałem fajną relację z sympatykami klubu, którzy doceniali moją grę i zaangażowanie.

Zagrałeś w naszym zespole 283 oficjalne mecze. Który z nich najbardziej utkwił ci w pamięci?
Myślę, że najlepszy rozegrałem w hali Globus przeciwko Rosie Radom, gdy rzuciłem 23 punkty. Pod względem indywidualnego dorobku ten ma szczególne znaczenie, ale generalnie zapamiętałem dobrze wiele spotkań, szczególnie tych rozgrywanych w Lublinie. Pamiętam, że po zwycięstwie w pucharowym ćwierćfinale w 2022 roku, z powodu emocji u mojej żony zaczęła się akcja porodowa. Dlatego od razu po zejściu z boiska, nawet się nie przebierałem ze stroju meczowego, tylko wziąłem z szatni kurtkę i wybiegłem z hali, żeby jak najszybciej dotrzeć do szpitala. Takie historie będą wspominane do końca życia. W pamięci zostaną też na pewno sezon wicemistrzowski, mecze Pucharu Polski, Ligi Mistrzów, play-offy. Trochę tego było. Szkoda, że z powodu pandemii część z nich musiała się odbywać bez udziału publiczności.

Skoro wspomniałeś głównie o meczach domowych, to może masz najbardziej pamiętny wyjazd?
Oczywiście. To był wyjazd do Rosji, na spotkanie w Champions League. Obowiązywały wówczas obostrzenia związane z COVID-em i musieliśmy pojechać autokarem do przejścia granicznego w Obwodzie królewieckim, przejść pieszo przez granicę i dopiero potem udać się do Moskwy, skąd mieliśmy samolot do Niżnego Nowogrodu. Cała podróż trwała bodajże 25 godzin. W dodatku, w Polsce obowiązywał lockdown, a tam wszystkie sklepy były otwarte i zagraliśmy z kibicami na trybunach. Byliśmy w totalnym szoku.

Którego z kolegów z szatni szczególnie zapamiętałeś przez te lata?
Urosa Mirkovicia, który miał niesamowite poczucie humoru. Robił żarty wszystkim dookoła, często zachowując przy tym kamienny wyraz twarzy. Potrafił rozbawiać do łez, serdecznie go pozdrawiam. Lubelską szatnię dzieliłem z wieloma zawodnikami i z większością mam do dziś kontakt. Cieszę się, że dzięki koszykówce poznałem tylu ludzi.

Teraz zostałeś team managerem. Długo się zastanawiałeś nad tą ofertą?
Nie. Cieszę się, że od razu znalazłem dla siebie miejsce w klubie. Dziękuję prezesowi za tę propozycję. Mam duże doświadczenie, znam koszykówkę od strony zawodnika. Wiem, czego potrzebują gracze i myślę, że spełnię się w nowej roli.

Co należy do twoich zadań?
Będę dbał od strony klubu o zawodników, aby niczego im nie brakowało, spełniał ich prośby, organizował sprzęt. Będę także aktywnie uczestniczył w treningach pierwszej drużyny. Rozmawiałem z trenerem Kamińskim i wiem, że przyda mu się pomoc doświadczonego gracza, który już widział w koszykówce dużo.

Poza tym będziesz pracował z klubową młodzieżą...
Zgadza się, obejmę również drużynę U-11 dzieci. Zapraszam wszystkich chłopców do wzięcia udziału w treningach. Przygotuję ciekawe zajęcia. Kocham pracę z dziećmi. Zawsze podobały mi się wspólne treningi organizowane dla najmłodszych podczas wakacji czy ferii zimowych i inne tego typu przedsięwzięcia. Mam nadzieję, że zarażę koszykówką jak największą grupę młodych ludzi. To gra dla każdego. Nie trzeba mieć super warunków fizycznych. Są zawodnicy niscy, są bardzo wysocy, ale każdy znajdzie dla siebie miejsce. Sport bardzo rozwija cechy psychologiczne jak to , żeby się nigdy nie poddawać, czy radzenie sobie ze stresem. Teraz dzieci i młodzież są mocno narażone ze wszystkich stron, przebodźcowane. A sport pomaga to opanować, wyładować się, nauczyć kontrolować emocje. Do tego to oczywiście świetna zabawa. Można poznać nowych kolegów, przyjaciół, trenerów, są podróże, jest rywalizacja. W wieku dziecięcym sport to same plusy. Dlatego raz jeszcze zachęcam do spróbowania swoich sił, jesienią ruszamy z treningami.

Lublin

Zadanie w zakresie wspierania i upowszechniania kultury fizycznej realizowane jest przy pomocy finansowej Miasta Lublin.

PGESponsor Tytularny
LublinPARTNER GŁÓWNY
LubelskiePartner Strategiczny
PerłaSPONSOR STRATEGICZNY
Nasi partnerzy