Aktualności
Courtney Ramey: Podekscytowany tym, co przyniesie sezon

Zachęcamy do lektury rozmowy z Courtneyem Rameyem. Przed 26-letnim zawodnikiem trzeci sezon występów w czerwono-czarnych barwach. Jak dotąd dla PGE Startu Lublin rozegrał 57 meczów.
Długo zastanawiałeś się nad pozostaniem w Lublinie, czy była to dla ciebie oczywista decyzja?
Myślałem o tym jeszcze pod koniec poprzedniego sezonu. Dobrze czuję się we współpracy z trenerem Kamińskim i całym sztabem szkoleniowym. Wiedziałem, w jakim jestem miejscu pod względem psychicznym i fizycznym oraz jaką pracę zamierzam wykonać latem. Kilka razy rozmawialiśmy. Trener pytał o moje nastawienie, o to, jak się czuję, a ja szczerze mu odpowiadałem. Myślę, że nasze wizje dotyczące dalszej współpracy i zespołu się pokrywały. Dlatego była to dla mnie łatwa decyzja.
Czy ważna była dla ciebie możliwość odbudowania się w zespole przy trenerze, który w ciebie wierzy?
Tak. To, co osiągnęliśmy w Lublinie w moim pierwszym sezonie jako drużyna, razem z kibicami, jako cała społeczność - było dla mnie wyjątkowe. Nawet kiedy wracałem pod koniec poprzedniego sezonu, czułem, że właśnie tutaj powinienem spędzić czwarty rok swojej zawodowej kariery. Jestem podekscytowany tym, co przyniesie nadchodzący sezon. Podchodzę do niego bardzo optymistycznie.
A dobrze czujesz się w samym mieście?
Tak, znam już Lublin. W tym roku chcę postawić sobie wyzwanie: częściej wychodzić, więcej spacerować, odwiedzać restauracje i bardziej poznawać okolicę. Jeśli kibice albo ktokolwiek inny mają jakieś restauracje lub miejsce godne do polecenia, chętnie je sprawdzę. Dajcie znać.
W twoich mediach społecznościowych widzieliśmy, że latem miałeś sporo czasu na treningi. Jesteś zadowolony z tego okresu? Nad czym pracowałeś?
Myślę, że to było najdłuższe lato, jakie miałem na przygotowanie się do kolejnego sezonu. Rok wcześniej czasu było niewiele i odczuwałem to zarówno fizycznie, jak i psychicznie. Te trzy miesiące na przygotowanie ciała i głowy miały dla mnie ogromne znaczenie. Myślałem o tym jeszcze w trakcie poprzednich rozgrywek. Wiedziałem, że na początku maja wrócimy do domu, więc będę mógł poświęcić ten czas na pracę nad sobą - fizyczną i mentalną. Czuję się przygotowany i jestem z tego powodu bardzo zadowolony.
Miałeś też czas, żeby zresetować głowę i odpocząć od koszykówki?
Tak, zrobiłem sobie mniej więcej dwa tygodnie całkowitej przerwy od basketu. Spędzałem czas z rodziną. Mój młodszy brat kończył szkołę średnią, więc mogłem wtedy z nim być. Spotykałem się też z tatą, wujkami i kuzynami. Dobrze mi to zrobiło psychicznie.
To chyba było szczególnie ważne, skoro wcześniej nie miałeś takiej przerwy?
Tak, rok wcześniej jej zabrakło. Myślałem o tym przez cały poprzedni sezon. Możliwość odpoczynku w tym roku bardzo mi pomogła. Dzięki temu myślę po prostu bardziej pozytywne. Nie chodzi o to, że wcześniej było tylko negatywnie, ale ubiegłe rozgrywki były dla mnie bardzo obciążające. Nie chcę wchodzić w szczegóły. Teraz patrzę na nową kampanię pozytywnie.

Wspomniałeś o tacie, a przez wiele lat byłeś przez niego trenowany...
Zgadza się, prowadził mnie za szkolnych czasów, od czwartej do jedenastej klasy. Mamy silną więź. To był wspaniały okres, bo osiągaliśmy wspólnie wiele sukcesów. Dzięki koszykówce mogliśmy też razem podróżować, zwiedzić dużą część USA, bo był taki czas, że niemal co weekend graliśmy w innym stanie. Łączy nas coś specjalnego.
Nadal ogląda twoje mecze?
Przez odległości i różnicę czasu zazwyczaj nie jest w stanie śledzić ich „na żywo”, ale zawsze jest na bieżąco. Może nie daje mi tylu wskazówek, co w przeszłości, bo wiadomo, że jestem już innym zawodnikiem, jednak potrafi zwrócić uwagę na pewne detale, które warto poprawić.
Twój tata wspomniał w jednym z wywiadów, że jako niemowlak byłeś bardzo płaczliwy i nic nie potrafiło cię tak uspokoić, jak widok piłki do koszykówki. Można więc powiedzieć, że ten sport towarzyszył ci od kołyski?
Koszykówka jest jedną z rzeczy, które towarzyszą mi od zawsze. I to bez cienia przesady. Kiedy odeszły babcia i mama, zawsze starałem się uciec od bólu i trudnych chwil. Sport pozwalał mi przezwyciężyć najtrudniejsze momenty. Zawsze będę za to wdzięczny koszykówce. Kiedy zakończę karierę, będę chciał pracować jako trener w koledżu, żeby zostać przy dyscyplinie, której tak wiele zawdzięczam.
W naszym zespole zaszło dużo zmian. Myślisz, że będziemy grać zupełnie inną koszykówkę?
O tym decyduje trener. To nie jest moje zadanie. Ja muszę wychodzić na parkiet i dawać z siebie 110 procent, zarówno na treningach, jak i w meczach. I liczyć na jak najlepsze rezultaty. Jeśli chodzi o zmiany w drużynie, to znałem już wcześniej Lucasa Williamsona, bo graliśmy kiedyś razem. To było w Portsmouth, na wydarzeniu związanym z NBA. Pozostałych chłopaków widziałem w grze, m.in. w PLK. Mamy ciekawy skład.
Jakie są twoje drużynowe i indywidualne cele na ten sezon?
Chcemy każdego dnia robić postępy na treningach, budować zgranie i dobre relacje na boisku oraz poza nim. A potem skupiać się na każdym najbliższym meczu. Nie chcę teraz deklarować: „Wygramy mistrzostwo” i wybiegać tak daleko w przyszłość. Robimy wszystko spokojnie, małymi krokami. Co do celów indywidualnych, to zachowam je dla siebie. Nie chcę mówić o nich na głos. Codziennie je zapisuję, ale pozostają moją prywatną sprawą.
Masz do tego jakiś notes, czy zapisujesz je w telefonie?
W notesie. Robię to każdego wieczoru. To coś w stylu manifestowania celów.
Kiedy zacząłeś to robić?
W pierwszym roku zawodowej kariery, gdy grałem w lidze litewskiej. Szczerze mówiąc, w zeszłym roku trochę od tego odszedłem, z różnych powodów. Dlatego powiedziałem sobie teraz: trzymaj się swoich stałych nawyków. Mam określoną rutynę przed treningiem i po nim. Myślę, że pomoże mi to zachować jasność umysłu. Zawsze będą sytuacje na boisku i poza nim, na które nie mam wpływu. Chodzi o to, żeby mimo wszystko utrzymywać możliwie pozytywne nastawienie.
W swoim pierwszym sezonie tutaj mogłeś współpracować z C.J. Williamsem, który wcześniej grał w NBA. Teraz masz w drużynie Lucasa, który występował tam jeszcze kilka miesięcy temu. Czy z takiej współpracy możesz dużo wynieść?
Cieszę się z ich sukcesów. Myślę jednak, że moja droga jest trochę inna. Oczywiście, warto zadawać pytania i korzystać z ich doświadczenia, ale ja skupiam się na grze w Europie.
Dwa lata temu, zapytany o to, dlaczego wybrałeś grę z numerem 3, powiedziałeś, że w wieku 8 lat straciłeś babcię, dwa lata później odeszła twoja mama, a jako nastolatek musiałeś pożegnać na zawsze swojego najlepszego przyjaciela. To ogromny bagaż doświadczeń, z którym mogą poradzić sobie tylko silne charaktery. Czy uważasz się za osobę, którą trudno „złamać”?
Myślę, że przeszedłem wiele w swoim życiu, by dotrzeć do miejsca, w którym aktualnie się znajduje. Wszystkie przeżycia ukształtowały mój charakter. Dlatego zawsze kiedy mam „dołek”, jestem smutny lub pojawia się moment zwątpienia, przypominam sobie o tym, że przecież mogłem przezwyciężyć naprawdę dużo trudniejsze kwestie, nawet będąc młodszym.
Nadal trudno jest ci opowiadać o wydarzeniach z przeszłości?
Moi najbliżsi o tym bardzo dobrze wiedzą. Mam też tatuaż, który przypomina mi o trójce najważniejszych osób w moim życiu. Wiem, że patrzą na mnie z nieba, widzą, jak jestem zdeterminowany i oglądają każdy mój mecz. Wierzę, że są ze mnie dumni, bo przed każdym spotkaniem rozmawiam z nimi w myślach i mówię, że zrobię wszystko, by tę dumę poczuli. Dlatego zawsze jak wychodzę na parkiet, uderzam się w klatkę piersiową trzy razy. Stale sobie przypominam, dla kogo gram w koszykówkę i staram się walczyć o zwycięstwo. Numer, który mam na koszulce, również mi o tym przypomina.



